sobota, 31 maja 2014

popsuć, zniszczyć!

Coś się dzieje z moim dzieckiem. Ostatnimi czasy jej zabawa jest nastawiona na destrukcję. Najlepiej jest coś szarpać, targać, rzucać, zrzucać, drapać, gryźć. I nie martwiłabym się tym, gdyby rozładowywała się tylko na przedmiotach martwych. Ale nie, moje dziecko ostatnio ma fazę na szczypanie i drapanie każdego kto ją weźmie na ręce. Widzę że przeważnie robi to w emocjach, np tak się ekscytuje, że aż uszczypnie, ale czasem zdarza jej się to gdy jest zdenerwowana. Wtedy burczy jak mały misiek i drapie np po szyi, dekoldzie. Chodzę cała pokiereszowana, Mąż też. I tak się zastanawiam, czy to kolejny etap rozwoju czy mam się martwić? Wcześniej zdarzało się jej to sporadycznie, a teraz widzę, że czasem specjalnie ciągnie mnie za włosy, drapie po twarzy, albo gryzie w nos. Pazurki obcinam jej regularnie, a mimo to są bardzo ostre i potrafią narobić krzywdy. Ostatnio wsadziła palucha Tacie swojemu do nosa i tak udrapała go w przegrodę, że przez 10 minut krew mu leciała. Niech mnie ktoś oświeci, czy moje dziecko potrzebuje psychologa, czy wyrośnie z tego?

piątek, 30 maja 2014

Ciężkie dni :/

Melduję, że powoli wysiadam. Dziecię moje kochane od kilku dni daje nieźle w kość. A wszystko za sprawą czterech dwójek, które postanowiły wychodzić jednocześnie. Jedna już od 3 dni jest tuż tuż i codziennie mówię: " jutro już na pewno wyjdzie" i nie wychodzi skubana :/ Bardzo kocham moje dziecko ale od kilku dni czekam z utęsknieniem na te chwile,kiedy wieczorem idzie spać i jest chwila ciszy. Ja naprawdę sobie zdaję sprawę, że ją to boli i czuje dyskomfort fizyczny, ale przysięgam, że mój dyskomfort psychiczny jest po takim dniu naprawdę duży. Mam ochotę gdzieś się schować, żeby nie zwariować. Zaczyna się od rana, godzina 5, czasem 5.30, słyszę, że mała się kręci w łóżeczku. Lecę więc jak na skrzydełkach daję smoka, daję mleczko, próbuję ukołysać do snu, nie reagowania też już próbowałam. Wszystko jedno co zrobię i tak po chwili rozlega się muzyka dla moich uszu: " yyyyyeeeooooouuuuuu!!! iiiiiii!!!! auuuueeeeoooooeeeeuuuu!!!" I tak sobie moja Gwiazda gada i gada i gada, coraz głośniej i głośniej, piszczy, krzyczy, mniej więcej po 15-20 minutach już nie mogę jej ignorować bo zaczyna się wkurzać na całego. Więc zduszam przekleństwa i zwlekam się z łóżka. No i zaczyna się kierat, przewijanie, ubieranie no i śniadanie. Tutaj zaczynają się schody. bo dziąsła bolą i jeść nie będzie. Smaruj, smaruj i masuj dziąsła Mamusia, jeśli tylko uda Ci się rozewrzeć buzię :/ 10 łyżeczek kaszy wchodzi, później zaczynają się schody. Więc siedzimy sobie, ja robię z siebie przygłupa bo tańczę, śpiewam, pajacuję, żeby tylko dziecię moje zjadło jeszcze kilka łyżeczek kaszy. A ona wkłada paluchy do pełnej buzi i rozmazuje sobie jej zawartość po włosach, uszach, oczach, po ubraniu. Wkłada brudne paluszki do nosa :/ i tak sobie jemy dopóki mam cierpliwość... Po posiłku przychodzi czas na zabawę... śmiech przechodzi w płacz w ciągu 2 sekund, Mała siedzi i wyje, nie płacze, po prostu wyje. Nie ma ani jednej łzy, po prostu przewlekłe jęczenie, marudzenie, wycie. Nie pomaga noszenie, tańczenie, podrzucanie, nie pomaga nic. W końcu stwierdzam, że Mała potrzebuje się zdrzemnąć, a ja potrzebuję chwili ciszy. Nie jest to jednak takie proste (lęk separacyjny). W końcu zasypia. Matka jak oszalała rzuca się na prace domowe, żeby cokolwiek ogarnąć póki Mała śpi. Po 30-40 minutach jest już po wszystkim. Z pokoiku dobiega oburzone wołanie. I zabawa zaczyna się od nowa: dajemy Ibum, chwila zabawy, no i obiad. Tu znowu schody. Bo Gwiazda jeść obiadu nie zamierza. Nie dość, że nie smakuje, to jeszcze dziąsła przeszkadzają. Dentinox nie pomaga, nic nie pomaga. Zupę trzeba również rozsmarować po buzi, po ubraniu, wszędzie gdzie łapki dosięgną... Po jakimś czasie daję za wygraną, kończymy z zupą. I następuje kolejna tura "zabawy" połączonej z efektami dźwiękowymi w postaci jękolenia, wycia, marudzenia. Potem następuje kolejna drzemka (równie długa)... i tak w kółko do wieczora.
Przez cały dzień staram się Dziecku mojemu ulżyć. Próbowałam już gryzaków zimnych, gryzaków ciepłych, żelów na ząbkowanie (działają na chwilkę), leków przeciwbólowych, homeopatycznych. Noce też są niespokojne. Mała kręci się wierci, jęczy przez sen, a ja się budzę. później chodzę jak zombie. Jak mantrę powtarzam sobie "jeszcze tylko 16 zębów i będzie po wszystkim". Podobno jedynki miały być najgorsze :/ a tu zonk. Niech te zęby szybko wyjdą, błagam!!!!

poniedziałek, 26 maja 2014

Dzień mamy :)

Dziś jest nasz dzień mamusie :) czasami nie mogę w to wszystko uwierzyć, że urodziłam dziecko i jestem mamą. Jestem najszczęśliwsza na świecie, że mam mojego małego Skarbka. Chociaż macierzyństwo ma smak czasem gorzki, zdarzały się też łzy i gorsze dni.. to kocham moją Małą córcię całym sercem i wiem, że to się nigdy nie zmieni. To jest prawda, że miłość matki do dziecka to zupełnie inny rodzaj uczucia, którego nic nie przypomina. Pamiętam jak zaraz po porodzie wpatrywałam się w moją małą kruszynkę i moje serce przepełniała taka miłość, że aż łzy kapały mi z oczu, a z piersi wyrywał się szloch. Minęło kilka miesięcy, a ja kocham ją coraz mocniej. Mam nadzieję, że ona pewnego dnia powie mi to sama :) Na razie Tata pomógł Małej kupić śliczne kwiatuszki i wręczyli mi dzisiaj.

Wszystkiego najlepszego mamusie!

sobota, 24 maja 2014

przechwaliłam

Wczoraj napisałam post pełen ochów i achów nad moim grzecznym dzieckiem, no więc dziś dała popis. Cały dzień marudziła. Wszystko było na nie, spać-nie, jeść-nie, bawić się-nie, spacerować-też nie bardzo :/ No ale winowajcami tego stanu rzeczy są ząbki :( idą chyba całą zgrają. Mi to się coś wydaje, że wszystkie dwójki postanowiły wyjść na raz. Zobaczymy kiedy się pokażą, oby jak najszybciej bo takie dni jak dziś są ciężkie. Po południu musiałam dać jej Ibum, bo miałam wrażenie, że bardzo jej dokuczają... Ponadto Mała dziś postanowiła zastrajkować i uparła się, że nie będzie spała po południu. Każde położenie do łózeczka kończyło się wrzaskiem, więc skapitulowałam i pozwoliłam jej nie spać. Efekt był taki, że Mała zasnęła mi przy kolacji pomiędzy jedną a drugą łyżką kaszki. Musiałam przelać kaszkę do butli i wypiła przez sen. Później szybkie kąpanie i spaaać. Jednak dwie drzemki muszą być :)

Poza tym nadal smarkamy. Mała z każdym dniem coraz mniej, ja z każdym dniem coraz bardziej. Poza tym kaszlę jak gruźlik :/ Pewnie wynika to z tego, że na nic nie mam czasu, jem w biegu, mało śpię, nie mam za bardzo kiedy odpocząć. Nie wiem kiedy mi czas ucieka. Niby siedzę na urlopie rodzicielskim powinnam mieć dużo czasu? No tak, ale ostatnio z racji ładnej pogody w każdej wolnej chwili staramy się wyjść na zewnątrz i pospacerować. W domu jest cały czas coś do zrobienia, a Mąż ostatnio naprawdę sporo pracuje, więc większość rzeczy robię sama.

Ostatnimi czasy tradycją stało się, że przed kolacją idziemy jeszcze na godzinny spacerek na plac zabaw. Młoda jest wniebowzięta. Nie dość, że może siedzieć na huśtawce, to jednocześnie obserwuje biegające dzieci i pokrzykuje do nich dziarsko! Czasem nawet trafi się na drugiej huśtawce towarzysz, który również pokrzykuje. Wtedy Młoda dzielnie mu wtóruje. Oczy błyszczą, rączki dzielnie dzierżą łańcuchy od huśtawek, nogi merdają radośnie... No i ten wiatr we włosach ;) Dziś wracając spotkaliśmy fajnego pieska biegającego za piłką. Młoda była zachwycona, a on jakby wiedział, że dziecko go uwielbia, przybiegał i upuszczał złapaną piłkę zaraz koło wózka. Biorąc pod uwagę dzisiejsze przygody z ząbkowaniem, pies musiał być prawdziwym hitem. Planujemy sprawić sobie psa, tylko czekamy, aż wyprowadzimy się z mieszkania do domu. Mam nadzieję, że nastąpi to w ciągu najbliższego roku, a wtedy Mała będzie miała swojego czworonożnego przyjaciela :)

piątek, 23 maja 2014

śmieszka :)

Dziś muszę napisać parę słów o tym jaka jest moja córeczka. Dziecko, jak to dziecko - tak powiedzieć może tylko ktoś kto ich nie ma. Rodzice wiedzą, że każda mała istotka to odrębna osobowość (już od urodzenia), odrębny charakterek i usposobienie. Dziecko nie rodzi się całkiem czystą białą kartką. Oczywiście wychowanie i środowisko w jakim dorasta ma ogromne znaczenie, ale nie na wszystko mamy wpływ.
Jaka jest moja córeczka? Powiem szczerze, że każdemu życzę takiego dziecka. Nie mówię, że nie ma i nie było różnych problemów, ale ogólnie jest dzieckiem pogodnym, otwartym, odważnym i elastycznym. Szybko dopasowuje się do zmieniających się warunków. Oczywiście ma gorsze i lepsze dni ale generalnie jest naszym małym uśmiechniętym słoneczkiem.
Wyjście z nią na spacerek jest prawdziwą przyjemnością. Jadąc w wózku rozgląda się na boki, rozdaje uśmiechy na prawo i lewo, wystarczy że ktoś do niej zagada albo się uśmiechnie. Nie boi się obcych. Ostatnio poszłam na pocztę. Jakoś nie jestem przekonana do zostawiania dziecka na zewnątrz, więc wjechałam wózkiem do małego pomieszczenia. Mała sobie siedziała w spacerówce, a obok na krzesełku siedział starszy Pan, który bardzo jej wpadł w oko ;) Więc ona do niego "eeeeee!!", Pan nie zareagował. Po kilku nieudanych próbach zwrócenia jego uwagi, Mała zaczęła go szturchać gołą nogą po kolanie. Tego już nie mógł zignorować. Ile było pisku radości jak pan zaczął ją łapać za stópkę i uśmiechać się szeroko :)
Dziś byłyśmy w warzywniaku. Właściwie jest to takie stoisko na wolnym powietrzu. Ja wybierałam warzywka i stałam w kolejce a Młoda siedziała w wózku i lustrowała wzrokiem kogo by tu zaczepić. Upatrzyła sobie takiego młodego chłopaka. Zaczęła tradycyjnie od tego swojego "eeeeee!!", ale to nie poskutkowało. Więc postanowiła zagrać starym sprawdzonym, babskim sposobem z kreskówek na upuszczanie chusteczki pod stopy upatrzonego kawalera. Tylko w jej przypadku rolę chusteczki pełniła plastikowa krowa :D Tak kombinowała, aż udało się jej zrzucić ją wprost pod nogi tegoż młodzieńca. W tej sytuacji nie mógł jej już zignorować. Nie dość, że podniósł zgubę, to jeszcze zaczął do niej robić miny. Młoda była zachwycona. Szczerzyła w całej okazałości swoje dwie dolne jedynki (górnych jeszcze nie widać) i kwiczała z radości, a przy okazji dostarczyła rozrywki wszystkim stojącym w kolejce.
Mieszkamy na osiedlu, gdzie jest dużo starszych osób. W naszej klatce jesteśmy jedynymi młodymi z dzieckiem, więc sąsiedzi bardzo często ją zaczepiają i zagadują. Może dlatego właśnie Młoda bardzo lubi starszych ludzi.
Napisałam, że Mała jest dzieckiem elastycznym. Co miałam na myśli? Oczywiście staramy się mieć w miarę uporządkowany program dnia. Tzn uporządkowane jest to, co zależy od nas, czyli pory karmienia, pory spacerów. Wiem, że są dzieci, które bardzo kiepsko znoszą zmiany np. zmiany otoczenia, zmiany rozkładu dnia. U nas nie ma z tym problemu. Jeśli gdzieś jedziemy to Mała bez problemu się adaptuje, śpi tam gdzie ją położę, jeśli jedzenie spóźni się o pół godziny to też nie ma wrzasku.
Mamy w domu taką matę złożoną z piankowych puzzli. Jest to królestwo Młodej. Stoi tam duże pudło z jej zabawkami, zaraz obok jest wielka szafa z przesuwnymi drzwiami, cała w lustrach. Czasami Mała potrafi się naprawdę długo sama bawić. Nie wymaga ciągłej asysty i wymyślania jest zajęć. Oczywiście to nie jest tak, że zostawiam dziecko i godzinami siedzi samo. Ale jeśli widzę, że ładnie się bawi to przecież nie dzieje jej się krzywda, przecież nie muszę jej organizować 100% czasu. A każda wolna chwila dla mamy jest cenna. Zwłaszcza, że tych momentów jest coraz mniej odkąd Młoda zaczęła zwiedzać mieszkanie :)
Takie właśnie mam dziecko. Wiem, że każda mama kocha swoją pociechę. Ale zdaję sobie sprawę, że posiadanie takiego dziecka to dar od losu, może od Boga, kto to wie? Aż się boję kiedyś zdecydować na drugie, bo co będzie jak trafi się nam zupełne przeciwieństwo??!!


środa, 21 maja 2014

Smarkania ciąg dalszy

Mała dalej ma katar, na szczęście nie powtórzyło się już takie dławienie jakie miało miejsce przedwczoraj. Inhalujemy się intensywnie, kupiłam też aerozol hipertonicznej wody morskiej, Nasivin i maść majerankową na nosek. Mam wrażenie że jest o tyle lepiej, że wczoraj gile wchodziły nam do buzi i co chwilę trzeba było wycierać nam je spod nosa. Dziś siedzą sobie w nosie, więc albo jest ich trochę mniej, albo są gęstsze.
Może to ciepełko na dworze wygrzeje nam nosek i gile uciekną ;) Dobrze, że w zamrażalniku mam jeszcze ponad 2 litry mojego mleka zamrożonego, więc codziennie wyciągam i odmrażam jedną porcję. Mała dzięki temu dostaje wspomaganie z przeciwciałami. Ale żal mi malutkiej, ma takie błyszczące oczka, widać że męczy ją to katarzysko.
Ja czuję się dobrze, trochę kicham, trochę kaszlę, katar jakiś mały też jest ale generalnie nie jest źle. Zastanawiam się tylko co z basenem w tym tygodniu. Chodzimy co piątek, nie wiem czy z katarem możemy iść? Mała nie ma gorączki ani kaszlu, tylko ten katar? W internecie jedni piszą, żeby iść dla przeczyszczenia nosa, a drudzy żeby absolutnie nie iść. I sama już nie wiem, ktoś coś doradzi?

wtorek, 20 maja 2014

Gluty do pasa

No niestety :( Dopadło zarówno mnie jak i Malutką. Wczoraj trochę się przestraszyłam. Kładąc Mała do spania wszystko było jak zawsze, kataru brak. Dwie godziny później usłyszałam jej płacz. Okazało się, że ma tak zatkany nos że nie może oddychać. Tak biedna się rozpłakała aż zwymiotowała :( Musiałam jej oczyścić nosek i zakropić Nasivinem, no i porządnie utulić, bo aż szlochała..W nocy kilka razy się budziła także średnio się wyspaliśmy. Ja niestety też smarkam i kicham, ale ja sobie z tym umiem poradzić, a ona bidula nie. Strasznie jej zatyka nos,a gile aż jej wiszą do pasa... Na szczęście nie ma gorączki, więc pójdziemy dziś na spacerek, a po południu będziemy inhalować małą. Oby szybko wyzdrowiała... Nie wiem co jeszcze mogę pokombinować żeby jej ulżyć?