Melduję radośnie, że ząb upierdliwiec zaszczycił nas swoim obliczem w pełnej krasie! Piękny i bialutki ukazał się w paszczy mojego Dziecka wczoraj. Inną sprawą jest, że prawdopodobnie inne też postanowiły się upomnieć o swoje 5 minut, bo Mała marudna dalej. Sama już nie wiem czy tym razem to zęby czy kiepska reakcja na białko jajka, które od 3 dni w małej ilości dodaję jej do zupki. Żółtko szło nam ładnie, więc postanowiłam spróbować z białkiem. Ale kupy zrobiły się jakieś takie hmmm.... mocno smrodliwe i rzadsze. Więc póki co chyba przystopuję z tym białkiem, zobaczę czy coś się poprawi i za jakiś czas spróbujemy znów. Noc dziś była ciężka. Mała się jakoś tak kręciła, wierciła, jadła 2 razy w nocy (o zgrozo, mamy 10 miesięcy!!), budziła się co godzinę, a o 5 rano tak zasikała pampersa, że nie wytrzymał. Więc przewinęłam ją i przebrałam i było już po spaniu. Ona później nadrobiła śpiąc w samochodzie, ale ja niestety nie :/ Powiem szczerze, że jestem zdezorientowana. Dużo rzeczy dzieje się naraz. Mała od 3 dni nie chce się kłaść na drugą drzemkę, tylko jedna została. Tzn jest zmęczona, trze oczy, marudzi, ale położona nie zaśnie, tylko wstaje i jeszcze bardziej marudzi. A wieczorem jest taka padnięta, że zasypia prawie na siedząco/stojąco. I ja już sama nie wiem co się dzieje, czy to te zęby dalej, czy jakaś nietolerancja na to białko, czy skok rozwojowy i zafascynowanie staniem. Więc chyba przeczekam kilka następnych dni, może uda mi się wykminić o co kaman ;)
Mnie za to dopadła jakaś taka dziwna trzydniowa słabość. Chyba jakiś wirus mnie złapał dziwny. Pierwszego dnia mnie gardło pobolewało, miałam straszne dreszcze, było mi okropnie zimno mimo upału, drugiego dnia z gardłem i dreszczami lepiej, za to zaczęło mnie mulić i mdlić i byłam potwornie słaba. Dziś, dnia trzeciego poza lekkim osłabieniem i bólem głowy nic mi nie jest. Mam nadzieję, że Młoda nie złapie ode mnie, bo kolejne atrakcje nam chyba niepotrzebne.
Wczoraj Mała nas nieźle nastraszyła. Poszliśmy z nią na plac zabaw. Chciałam pokazać Mężowi jak nauczyła się zjeżdżać na zjeżdżalni. Nastąpiła kilkukrotna demonstracja, po czy posadziłam ją ponownie na samej górze, a ona siedziała sobie, dumnie się rozglądając. Nagle usłyszeliśmy głośny płacz dziecka, które się przewróciło, więc odruchowo odwróciliśmy wzrok na 2 sekundy. W tym momencie kątem oka zobaczyłam jak Gwiazda nasza sunie zjeżdżalnią. Ani ja ani Mąż nie zdążyliśmy jej złapać. Serce nam zamarło. Na szczęście cała okolica zjeżdżalni była podgumowana taką wykładziną miękką, a sama zjeżdżalnia łagodnie schodziła do samej tej wykładziny. Więc skończyło się na strachu, ale serce biło mi szybko jeszcze dłuuugo, dłuuugo. Mąż też miał niezłego pietra. Małej nic się nie stało, tylko się przestraszyła. To kolejny raz pokazało mi, że nie można ani na chwilę zmniejszyć swojej czujności. Dobrze tylko, że nie skończyło się to tragedią, mamy nauczkę na przyszłość.
Jutro jedziemy na weekend do moich rodziców, mam nadzieję, że wbrew prognozom nie będzie padać całymi dniami. Będziemy mieli okazję wypróbować nasz nowy zakup - spacerówkę parasolkę. Dziś przyszła śliczna Inglesina Trip. Po domu jeździ się świetnie, Młoda zadowolona, zobaczymy jak będzie w terenie :) Miłego weekendu!
Pamiętnik pisany ku pamięci, aby zatrzymać te wszystkie piękne chwile, o których wspomnienia tak szybko uciekają...
piątek, 13 czerwca 2014
wtorek, 10 czerwca 2014
Pod górkę
U nas nie może być spokojnie. Jak tylko ząb upierdliwiec daje chwilę oddechu i od dwóch dni jest spokojniej jakoś, to pojawia się inny problem. Tym razem z zasypianiem. Aby uczcić to, że Dziecię moje kochane nauczyło się stawać w łóżeczku, postanowiła Gwiazda... stawać cały czas. Nieważne, że jest pora spania, nieważne, że na oczy już nie widzi ze zmęczenia. Staje wytrwale, upada, płacze, i znowu staje i tak w kółko. Dziś rano trwało to ponad godzinę, już nie miałam siły kłaść jej, bo nie minęła sekunda a ona znów była na nogach. W końcu z wyczerpania zasnęła na siedząco, złożona jak scyzoryk, z głową na swoich stopach :/ po południu też była awantura. Tak się darła, że aż okno zamykałam, bo bałam się, że sąsiedzi policję na nas naślą, że dziecko maltretujemy. Nie wiem czy to jakiś etap przejściowy, zafascynowanie tym staniem, czy jakaś grubsza sprawa? Nawet w śpiworku chce stawać, w wannie też, a nogi jeszcze takie koślawe, takie gnące się na wszystkie strony... Sama nie wiem czy mam jej zabraniać, czy uznać, że skoro sama staje, to jest gotowa? Tak nam powiedziała kiedyś nasz pediatra, że dziecko samo sobie krzywdy nie zrobi, że robi tyle ile może bezpiecznie zrobić... Ale czy na pewno?
sobota, 7 czerwca 2014
Mama w second handzie
Pewnie nie każdy lubi chodzić do second handów. Nie pachnie tam różami, ubrania nie wiszą na eleganckich drewnianych wieszakach, a ekspedientki nie skaczą koło nas jak oszalałe. Aleee... można tam wyszperać naprawdę fajne rzeczy za niewielkie pieniądze i ubrać dziecko w rzeczy dobre gatunkowo i markowe. Nie jestem maniaczką oszczędzania, ale przyznaję, że ciuchy dla dzieci są w większości nieadekwatnie drogie, często droższe niż dla dorosłych. To nie jest tak, że moja Córa ma ubrania tylko z ciucholandów, oczywiście ma całkiem sporo nowych ciuszków. Jednak często nowe ubrania kupione w Polsce po 1 praniu wyglądają gorzej, niż te używane markowe z second handu :/
Niedaleko nas jest taki duży sieciowy ciucholand Biga. Jest to naprawdę duża hala, w której po jednej stronie są rzeczy na wagę, a po drugiej wycenione. Bardzo często kupuję tam ubranka nowe, jeszcze z metkami za śmieszne pieniądze.Wygrzebałam tam różne skarby np. swego czasu znalazłam dwie markowe chusty do noszenia. Sama wolę nosić Małą w nosidle ergo, więc chusty sprzedałam za ponad 200zł, dołożyłam trochę i kupiłam nam nosidełko Tula :)
Kompletując wyprawkę dla mojej córy też wiele rzeczy kupiłam używanych. Sprawiłam jej mnóstwo ślicznych ubranek, dostaliśmy też używany wózek i nosidełko (od szwagierki), znajomi oddali nam zestaw kocyków po swoim dziecku. Nie widzę w tym nic obrzydliwego, ani złego. Oczywiście są rzeczy, których nigdy nie kupiłabym używanych. Takie rzeczy jak np. buty trzeba kupować nowe, żeby nie wykrzywić małej kształtującej się stópki.
Zresztą większość naszej wyprawki została sprzedana lub oddana dalej. U nas te rzeczy tylko by się kurzyły, a komuś mogą się jeszcze przydać. Kto wie, czy Mała będzie miała kiedyś rodzeństwo?
Aktualności: Dziś byliśmy na pikniku osiedlowym z Malutką. Myślałam, że będzie się bała dużej ilości ludzi, głośnej muzyki. Nic podobnego! Rozglądała się ciekawsko, pokrzykiwała na biegające dzieci. A widząc jak dzieciaki skaczą na trampolinie, sama też podskakiwała na rękach u Męża. Okazało się też, że panicznie boi się balonów! Nie do wiary, zaczepia 70kg psiska, a na widok balonu ma ochotę wyskoczyć z rąk. Zapałała też wielką miłością do zjeżdżalni na placu zabaw. Sadzam ją na szczycie ślizgawki a ona się zsuwa. Oczywiście trzymam ją pod pachami, żeby nie uderzyła główką, ale tak czy tak jest zachwycona! Może ta atrakcja zastąpi huśtawkę, która nadal jest na topie.
Ząb upierdliwiec dalej w natarciu niestety, są gorsze i lepsze dni. Dziś popołudnie było dość ciężkie, musiałam podać Ibum, bo bardzo marudziła bidula :( Jutro jedziemy do teściów i na spóźniony dzień dziecka do mojego chrześniaka. Mała będzie zachwycona, już się nie mogę doczekać :)
Niedaleko nas jest taki duży sieciowy ciucholand Biga. Jest to naprawdę duża hala, w której po jednej stronie są rzeczy na wagę, a po drugiej wycenione. Bardzo często kupuję tam ubranka nowe, jeszcze z metkami za śmieszne pieniądze.Wygrzebałam tam różne skarby np. swego czasu znalazłam dwie markowe chusty do noszenia. Sama wolę nosić Małą w nosidle ergo, więc chusty sprzedałam za ponad 200zł, dołożyłam trochę i kupiłam nam nosidełko Tula :)
Kompletując wyprawkę dla mojej córy też wiele rzeczy kupiłam używanych. Sprawiłam jej mnóstwo ślicznych ubranek, dostaliśmy też używany wózek i nosidełko (od szwagierki), znajomi oddali nam zestaw kocyków po swoim dziecku. Nie widzę w tym nic obrzydliwego, ani złego. Oczywiście są rzeczy, których nigdy nie kupiłabym używanych. Takie rzeczy jak np. buty trzeba kupować nowe, żeby nie wykrzywić małej kształtującej się stópki.
Zresztą większość naszej wyprawki została sprzedana lub oddana dalej. U nas te rzeczy tylko by się kurzyły, a komuś mogą się jeszcze przydać. Kto wie, czy Mała będzie miała kiedyś rodzeństwo?
Aktualności: Dziś byliśmy na pikniku osiedlowym z Malutką. Myślałam, że będzie się bała dużej ilości ludzi, głośnej muzyki. Nic podobnego! Rozglądała się ciekawsko, pokrzykiwała na biegające dzieci. A widząc jak dzieciaki skaczą na trampolinie, sama też podskakiwała na rękach u Męża. Okazało się też, że panicznie boi się balonów! Nie do wiary, zaczepia 70kg psiska, a na widok balonu ma ochotę wyskoczyć z rąk. Zapałała też wielką miłością do zjeżdżalni na placu zabaw. Sadzam ją na szczycie ślizgawki a ona się zsuwa. Oczywiście trzymam ją pod pachami, żeby nie uderzyła główką, ale tak czy tak jest zachwycona! Może ta atrakcja zastąpi huśtawkę, która nadal jest na topie.
Ząb upierdliwiec dalej w natarciu niestety, są gorsze i lepsze dni. Dziś popołudnie było dość ciężkie, musiałam podać Ibum, bo bardzo marudziła bidula :( Jutro jedziemy do teściów i na spóźniony dzień dziecka do mojego chrześniaka. Mała będzie zachwycona, już się nie mogę doczekać :)
piątek, 6 czerwca 2014
Co u nas?
Córa moja od kilku dni staje sama w łóżeczku. Robi to bardzo nieporadnie i koślawo jeszcze. Śpi na codzień w łóżeczku turystycznym, ma zamontowane specjalne uchwyty do wstawania. Zapiera się nóżkami o ścianki łóżeczka i ciągnie ze wszystkich sił rękami ;) a jaka jest radość jak jej się uda. Zaczyna też raczkować. Do tej pory pełzała jak żołnierz w okopach. I jeśli chce się gdzieś szybko przemieścić to nadal zasuwa na brzuchu ale widzę, że w końcu nogi też zaczynają pracować.
Zastanawiamy się powoli nad zakupem spacerówki - parasolki. Wózek 3w1, który mamy (Jedo Fyn) jest bardzo praktyczny na spacery na miejscu, ale gdy wyjeżdżamy to ciężko się nam zapakować do naszego Golfa. Przydałoby nam się coś małego, składanego, żeby można było wrzucić, nie zajmując tym samym całego bagażnika. Może ktoś coś poleci? Interesuje mnie wózek tak do 500zł najlepiej, no chyba że coś by mnie urzekło ;) Czy 9 miesięczne dziecko może jeździć już w takiej spacerówce bez uszczerbku na małym kręgosłupku?
Zastanawiamy się powoli nad zakupem spacerówki - parasolki. Wózek 3w1, który mamy (Jedo Fyn) jest bardzo praktyczny na spacery na miejscu, ale gdy wyjeżdżamy to ciężko się nam zapakować do naszego Golfa. Przydałoby nam się coś małego, składanego, żeby można było wrzucić, nie zajmując tym samym całego bagażnika. Może ktoś coś poleci? Interesuje mnie wózek tak do 500zł najlepiej, no chyba że coś by mnie urzekło ;) Czy 9 miesięczne dziecko może jeździć już w takiej spacerówce bez uszczerbku na małym kręgosłupku?
czwartek, 5 czerwca 2014
Coś dla mamy
Odkąd jestem mamą, z wiadomych powodów mam dużo mniej czasu dla siebie. Mimo przebywania na urlopie rodzicielskim (swoją drogą kto to nazwał urlopem?) wszystko robię w biegu. Kiedyś miałam czas codziennie na porządny makijaż, lubiłam wymyślić jakieś nowe upięcie włosów, mogłam ubrać niebotycznie wysokie obcasy bez obawy jak ja będę w nich spacerować po wertepach z wózkiem. Czas tylko dla mnie się skurczył. Musiałam się dostosować. Staram się w miarę możliwości wyglądać najlepiej jak się da w tych warunkach. Czasem kilka pociągnięć tuszem rzęs i różem policzków potrafi zdziałać cuda :) zresztą każda kobieta wie, że zupełnie inne jest samopoczucie jeśli oko jest zrobione, paznokcie u stóp pomalowane i ładna sukienka założona.
Niestety od jakiegoś czasu moja samoocena kuleje. A to wszystko za sprawą przykrych następstw huśtawki hormonalnej w trakcie ciąży. Udało mi się uniknąć rozstępów, nadwagi, obwisłej skóry... niestety dopadł mnie trądzik! Tak obsypana jak teraz nie byłam nawet będąc nastolatką.Cały czas sobie tłumaczyłam, że ciąża, później że połóg, jeszcze potem, że karmienie. No ale karmić przestałam już ponad miesiąc temu (swoją drogą jeszcze mam trochę pokarmu), a temat wcale nie znika :/ Postanowiłam więc coś z tym zrobić. Kosmetyczka zaproponowała mi serię peelingów migdałowych.. wszystko pięknie ładnie, tylko troszkę mi żal wydać ponad 500zł na siebie. To nie o to chodzi, że brakuje nam kasy, ale jesteśmy w trakcie poszukiwań domu, rozglądamy się i oszczędzamy gdzie możemy. Uznałam więc, że takie zabiegi to zbędny luksus. Postanowiłam więc zrobić sobie taki peeling w domu. Zamówiłam ze strony z półproduktami kosmetycznymi kwas migdałowy, na allegro kupiłam małą wagę kieszonkową do odważenia odpowiedniej ilości proszku, no i postanowiłam spróbować :) Z racji mojego wykształcenia, takie chemiczno-laboratoryjne zabawy nie są mi obce, więc uznałam, że dam radę. Zrobiłam stężenie 20% i nałożyłam na twarz na około 5 minut :) trochę szczypało ale dało się wytrzymać. Dziś łuszczę się niemiłosiernie, no ale muszę powiedzieć, że efekty mi się podobają. Jak na pierwszy zabieg to nie jest źle :) Liczę na to, że po kilku zabiegach coś się poprawi i moje niedoskonałości oraz związane z nimi kompleksy, znikną.
A wy macie jakieś pociążowe pozostałości, które drażnią, kłują was w oczy?
Niestety od jakiegoś czasu moja samoocena kuleje. A to wszystko za sprawą przykrych następstw huśtawki hormonalnej w trakcie ciąży. Udało mi się uniknąć rozstępów, nadwagi, obwisłej skóry... niestety dopadł mnie trądzik! Tak obsypana jak teraz nie byłam nawet będąc nastolatką.Cały czas sobie tłumaczyłam, że ciąża, później że połóg, jeszcze potem, że karmienie. No ale karmić przestałam już ponad miesiąc temu (swoją drogą jeszcze mam trochę pokarmu), a temat wcale nie znika :/ Postanowiłam więc coś z tym zrobić. Kosmetyczka zaproponowała mi serię peelingów migdałowych.. wszystko pięknie ładnie, tylko troszkę mi żal wydać ponad 500zł na siebie. To nie o to chodzi, że brakuje nam kasy, ale jesteśmy w trakcie poszukiwań domu, rozglądamy się i oszczędzamy gdzie możemy. Uznałam więc, że takie zabiegi to zbędny luksus. Postanowiłam więc zrobić sobie taki peeling w domu. Zamówiłam ze strony z półproduktami kosmetycznymi kwas migdałowy, na allegro kupiłam małą wagę kieszonkową do odważenia odpowiedniej ilości proszku, no i postanowiłam spróbować :) Z racji mojego wykształcenia, takie chemiczno-laboratoryjne zabawy nie są mi obce, więc uznałam, że dam radę. Zrobiłam stężenie 20% i nałożyłam na twarz na około 5 minut :) trochę szczypało ale dało się wytrzymać. Dziś łuszczę się niemiłosiernie, no ale muszę powiedzieć, że efekty mi się podobają. Jak na pierwszy zabieg to nie jest źle :) Liczę na to, że po kilku zabiegach coś się poprawi i moje niedoskonałości oraz związane z nimi kompleksy, znikną.
A wy macie jakieś pociążowe pozostałości, które drażnią, kłują was w oczy?
wtorek, 3 czerwca 2014
9 miesięcy :)
Moja kochana mała córeczka kończy dziś 9 miesięcy. Kiedy to zleciało? Dopiero przecież dowiedziałam się, że jestem w ciąży, niedawno podskakiwała w brzuchu ćwicząc wygibusy i dokazując a tutaj już taka duża Pannica. Coraz więcej rozumie, coraz więcej potrafi, jest z każdym dniem mądrzejsza i bardziej komunikatywna.
Oto konkrety:
- waga: ok.9 kg (nie wiem dokładnie bo szczepienia będą dopiero za jakiś czas)
- wzrost - nieznany ale ubranka nosimy w większości na 74/80cm więc pewnie coś pomiędzy
- ilość zębów - 4 sztuki niezmiennie (niestety)
- rozmiar stopy - ok.19
Co potrafi 9 miesięczna Kluska?
- pełza szybko i sprawnie, ale w dalszym ciągu wyłącznie przy użyciu rąk, zwyczajne raczkowanie wychodzi tylko czasem i przez przypadek i jest nieatrakcyjne z racji tego, że pełza szybciej.
-próbuje stawać i nawet wczoraj udało jej się stanąć w łóżeczku na wyprostowanych nóżkach z wyprostowanymi pleckami. Przeważnie staje z wyprostowanymi nóżkami i z wypiętą pupką i robi koci grzbiet,
- bez problemów zmienia pozycję z brzucha na plecy i odwrotnie, z brzucha do siadania i odwrotnie. Nie potrafi jeszcze podnieść się z płaskiego leżenia na plecach do siadu ale intensywnie trenuje :)
- potrafi klęczeć bez podpierania, podsiadając na stopach,
- dość sprawnie manewruje paluszkami, potrafi złapać mały przedmiot np okruch na podłodze i oglądać go ciekawsko ;)
- mówi i rozumie słowa: "mama", "nie" i "mniam", czasem wychodzą jej też inne słowa, ale chyba raczej nieświadomie,
- umie "przybić piątkę" (a raczej trzyma rękę, żeby ktoś ją przybił), daje "cześć", czasem uda jej się zrobić "papa",
- potrafi odsunąć szufladę i wyrzucić z niej wszystko, odsunąć drzwi szafy.
- robi "tuli tuli", tańczy gdy słyszy ulubione piosenki (podskakuje na tyłeczku)
- powoli zaczyna jeść kawałeczki w zupie, także jest postęp
Co lubi?
- Ma swoje ulubione zabawki np. sorter garnuszek z Fisher Price, który świeci i gra, piramidkę z coraz mniejszymi kółeczkami nadziewanymi na bolec, gryzak motylek z grzechotką,
- tańczyć przy muzyce, zwłaszcza na czyiś rękach,
- niezmiennie kocha "ogórka" i "jagódki", rozpoznaje już pierwsze kadry teledysków na YouTube, zanim jeszcze zacznie grać muzyka i radośnie podskakuje,
- psy, po prostu uwielbia, im większe i im bliżej podchodzą tym lepiej, a jak nie chcą podejść to zaczepia i krzyczy "eeeee" tak długo, aż czworonóg zwróci na nią uwagę,
- huśtawka jest nadal number 1,
- obserwować jak myję podłogę (śmieje się z tego jak opętana ;)
- spacerować w wózku lub nosidle, zaczepiać ludzi, dzieci, psy, uśmiechać się do wszystkich
- wycieczki samochodowe,
- zajęcia na basenie
- teleexpress - za każdym razem cieszy się jak szalona :)
- naszego sąsiada (starszego Pana) i ogólnie obcych ludzi.
- zakupy w sklepie (typowa baba ;)
Czego nie lubi?
-zostawać sama zwłaszcza przy zasypianiu (lęk separacyjny niestety nadal jest z nami),
- małych spalinowych samochodzików - robią za dużo hałasu,
- dużych, głośnych, masowych imprez,
Z rzeczy aktualnych: ząb upierdliwiec nadal wychodzi, wychodzi i wyjść nie może, już ja prędzej chyba wyjdę z siebie niż on się przebije :/ więc cały czas ćwiczymy cierpliwość... noce są ciężkie, dni nie lepsze. Mam nadzieję, że to ząbkowanie kiedyś się skończy..
Oto konkrety:
- waga: ok.9 kg (nie wiem dokładnie bo szczepienia będą dopiero za jakiś czas)
- wzrost - nieznany ale ubranka nosimy w większości na 74/80cm więc pewnie coś pomiędzy
- ilość zębów - 4 sztuki niezmiennie (niestety)
- rozmiar stopy - ok.19
Co potrafi 9 miesięczna Kluska?
- pełza szybko i sprawnie, ale w dalszym ciągu wyłącznie przy użyciu rąk, zwyczajne raczkowanie wychodzi tylko czasem i przez przypadek i jest nieatrakcyjne z racji tego, że pełza szybciej.
-próbuje stawać i nawet wczoraj udało jej się stanąć w łóżeczku na wyprostowanych nóżkach z wyprostowanymi pleckami. Przeważnie staje z wyprostowanymi nóżkami i z wypiętą pupką i robi koci grzbiet,
- bez problemów zmienia pozycję z brzucha na plecy i odwrotnie, z brzucha do siadania i odwrotnie. Nie potrafi jeszcze podnieść się z płaskiego leżenia na plecach do siadu ale intensywnie trenuje :)
- potrafi klęczeć bez podpierania, podsiadając na stopach,
- dość sprawnie manewruje paluszkami, potrafi złapać mały przedmiot np okruch na podłodze i oglądać go ciekawsko ;)
- mówi i rozumie słowa: "mama", "nie" i "mniam", czasem wychodzą jej też inne słowa, ale chyba raczej nieświadomie,
- umie "przybić piątkę" (a raczej trzyma rękę, żeby ktoś ją przybił), daje "cześć", czasem uda jej się zrobić "papa",
- potrafi odsunąć szufladę i wyrzucić z niej wszystko, odsunąć drzwi szafy.
- robi "tuli tuli", tańczy gdy słyszy ulubione piosenki (podskakuje na tyłeczku)
- powoli zaczyna jeść kawałeczki w zupie, także jest postęp
Co lubi?
- Ma swoje ulubione zabawki np. sorter garnuszek z Fisher Price, który świeci i gra, piramidkę z coraz mniejszymi kółeczkami nadziewanymi na bolec, gryzak motylek z grzechotką,
- tańczyć przy muzyce, zwłaszcza na czyiś rękach,
- niezmiennie kocha "ogórka" i "jagódki", rozpoznaje już pierwsze kadry teledysków na YouTube, zanim jeszcze zacznie grać muzyka i radośnie podskakuje,
- psy, po prostu uwielbia, im większe i im bliżej podchodzą tym lepiej, a jak nie chcą podejść to zaczepia i krzyczy "eeeee" tak długo, aż czworonóg zwróci na nią uwagę,
- huśtawka jest nadal number 1,
- obserwować jak myję podłogę (śmieje się z tego jak opętana ;)
- spacerować w wózku lub nosidle, zaczepiać ludzi, dzieci, psy, uśmiechać się do wszystkich
- wycieczki samochodowe,
- zajęcia na basenie
- teleexpress - za każdym razem cieszy się jak szalona :)
- naszego sąsiada (starszego Pana) i ogólnie obcych ludzi.
- zakupy w sklepie (typowa baba ;)
Czego nie lubi?
-zostawać sama zwłaszcza przy zasypianiu (lęk separacyjny niestety nadal jest z nami),
- małych spalinowych samochodzików - robią za dużo hałasu,
- dużych, głośnych, masowych imprez,
Z rzeczy aktualnych: ząb upierdliwiec nadal wychodzi, wychodzi i wyjść nie może, już ja prędzej chyba wyjdę z siebie niż on się przebije :/ więc cały czas ćwiczymy cierpliwość... noce są ciężkie, dni nie lepsze. Mam nadzieję, że to ząbkowanie kiedyś się skończy..
Etykiety:
9 miesięcy,
co lubimy,
czego się boimy,
etapy rozwoju,
karmienie,
miłość,
nauka mówienia,
pierwsze słowa,
usposobienie,
z życia wzięte,
zabawki,
zabawy,
ząbkowanie
niedziela, 1 czerwca 2014
Dzień mojego dziecka
Córeczko, zmieniłaś mój cały świat, otworzyłaś mi oczy na to co w życiu ważne. Bardzo Cię kocham, jesteś moim małym światełkiem, moim słoneczkiem, moją radością. Są lepsze i gorsze dni, jednak nie wyobrażam już sobie życia bez Ciebie. W dniu Twojego pierwszego Dnia Dziecka życzę Ci, żebyś zachowała w sobie tą beztroskę, żeby zmartwienia i złe doświadczenia omijały Cię jak najdłużej, żebyś dalej była taką kochaną, uśmiechniętą istotką, jaką jesteś teraz (pomijając ząbkowanie). Twoja Mama :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)