środa, 31 grudnia 2014

już po świętach

Święta minęły nawet nie wiem kiedy, połowę spędziliśmy u teściów, a drugą połowę... w pracy. Było miło, ale nawet nie zauważyłam jak przeleciało. Obiecałam sobie, że za rok wezmę jakiś urlop przed świętami, żeby nie orać całe święta :/ Młoda była bardzo zadowolona z wyjazdu, ona lubi jak się coś dzieje. Inne zabawki, inne kąty, można wszystko pozwiedzać, wszystkiego dotknąć. Moi teściowie nie mogli się nadziwić jaka jest otwarta na ludzi. W 1 dzień świąt została z moim teściem (który nigdy nie opiekował się żadnym dzieckiem) na godzinę, gdy poszliśmy do kościoła. Teść sam się zgłosił do opieki, co mnie bardzo zdziwiło. Młoda zrobiła nam papa i została z dziadziem. Oczywiście po 5 minutach zrobiła mu kupę no i dziadek miał pierwsze w życiu zmienianie pampersa. Ubrał tył na przód, no ale poza tym wszystko super :) Czasem mam wrażenie, że jakbym zostawiła Małą z bezdomnym na ulicy nawet to by była zadowolona. Nie ma problemu zostać z kimkolwiek. Przedwczoraj przyszedł do nas ksiądz po kolędzie. Ja oczywiście byłam w pracy więc przyjmowali księdza Mąż z Młodą. Byłam przekonana że Córa będzie zawstydzona, będzie się bać. A tu nic. Dała na progu "cześć" księdzu, po czym władowała się na kanapę koło niego, zaczęła szarpać go za zegarek na ręce, pochwaliła się wszystkimi swoimi umiejętnościami, a na do widzenia dała mu buzi i krzyczała za nim "papa" i "hej" jeszcze jak wchodził do mieszkania naprzeciwko :)
Co do świąt to obyły się bez konfliktów i nieprzyjemności. Jeynym zgrzytem było zachowanie mojego chrześniaka B., który albo przechodzi teraz jakiś ośli okres, albo ma trudny charakter. Cały czas się mazał. A to wujek (mój Mąż) na niego krzywo spojrzał, a to nie może siedzieć przy stole i piszczeć. Wyrywał Młodej jej własne zabawki z ręki, nie pozwalał się bawić swoimi. Jego rodzice nie chcieli lub nie umieli mu niczego wytlumaczyć :/ już miała nerwy na niego, starałam się za bardzo nie ingerować w zabawy dzieci, ale jak po raz któryś z rzędu B. podbiegł do Młodej i tak jej gwałtownie wyrwał jej własną zabawkę z ręki, że aż ją przewrócił to nie wytrzymałam i powiedziałam mu parę słów. Oczywiście był płacz, a moja szwagierka (jego mama) zamiast mu cokolwiek wytlumaczyć, powiedzieć, gada do niego "misiu ja Cię kocham", "dziecino ale z Ciebie samolub". Jak staram się nie krytykować sposobu wychowywania innych, tak takie podejście wydaje mi się trochę dziwne? Bo nie wiem czego Młody ma się w ten sposób nauczyć? I naprawdę nie mówię tu o jakimś ostrym karceniu, biciu itp ale jakiekolwiek zasady dziecko chyba musi znać. Mój szwagier swierdził, że to prawo dżungli i wygrywa silniejszy. Ok więc poczekamy aż Młoda będzie większa i lutnie Młodemu jak jej zabierze zabawkę, wtedy też powiem, że to prawo dżungli :)

Ostatnio Młoda powtarza nowe słowa w zastraszającym tempie. Usłyszy coś i zaraz próbuje powtarzać, czasem nawet nie wiem skąd pewne rzeczy przyswaja. Ostatnio zaczął padać śnieg. Młoda siedzi przy zabawkach i nagle patrzy w okno i krzyczy "kap kap kap" i pokazuje. Musiał Mąż z nią godzinę stać w oknie i patrzyli jak śnieg pada. Powiedział Młodej, "zobacz jak jest biało" i teraz chodzi i pokazuje , że jest "kap kap" i "biaaaaaa" :)

Dziś Sylwester, nie spędzamy go jakoś wyjątkowo, Mąż pracuje do 22, ja jutro idę na całodzienny dyżur więc też nie poszaleję. Pewnie wypijemy po kieliszku szampana i pójdziemy spać :) Ale nie jest mi przykro, bo jestem zmęczona i nie mam ochoty na całonocne wojaże. Zresztą nie lubię takich dni kiedy wypada iść na imprezę, koniecznie trzeba mieć dobry humor i ochotę na szaleństwa.
Nie robię żadnych podsumowań. Sobie i wam życzę tego, żeby rok 2015 był rokiem zmian na lepsze,w myśl zasady, że kto nie idzie do przodu, ten się cofa :)

sobota, 20 grudnia 2014

kierat i problemy z jedzeniem

Pierwsza nocka w pracy za mną, jakoś przeżyłam dziś czeka mnie druga, także wytchnienia nie ma :) ale w sumie muszę powiedzieć, że lubię moja pracę. Czuję się dzięki niej potrzebna, daje mi ona satysfakcję z tego, że coś potrafię, że w czymś jestem dobra. Sprawia, że jestem niezależna finansowo, a jest to dla mnie bardzo ważne. Jest mi z tym dobrze. Minusem jest mniejsza ilość czasu, którą moge poświęcić Córeczce. Wczoraj byłam w pracy od 7 rano do 19, gdy wróciłam to Mąż już ubierał Małą  po kapieli w piżamkę. Jak cudownie było się wtulić w jej pachnącą szyjkę  i położyć z nią na łóżku, żeby ją uśpić :) takie rzeczy człowiek docenia dopiero jak nie jest mu dane robić to codziennie. Od czasu naszej wizyty w szpitalu usypiania Małej polega na tym, że kładę się z nią do łóżka, ona sie trochę wierci, opowiadam jej szeptem różne rzeczy, ona słucha uważnie, potem się trochę kokosi, daje mi 100 buziaków, obejmuje mnie za szyję małymi lapkami i przytula, mówiąc "młamłamła" ("mojamojamoja"). Zasypia różnie, czasem po 2, a czasem po 40 minutach. Nie ma problemu żeby poszła też spać z tatą. W ciągu dnia usypianie wygląda podobnie. Koło 11 mówię jej że pora na "aaaa" i że mama zrobiła mleko. Bierzemy butlę, małpkę przytulankę pod pachę i Młoda sama pędzi na łóżko, ciesząc się, że zrobi "aaa". Nie ma histerii, płaczu, co mnie cieszy, bo mieliśmy moment, kiedy naprawdę cieżko szło nam zasypianie.

Noce są różne. Jednej nocki budzi się o 1  na mleko, a później jeszcze o 6 na kolejne, a drugiej ma jedną pobudkę koło 4-5. Nie wiem czy jest szansa, że kiedykolwiek zacznie przesypiać całe noce? Bo ja już straciłam nadzieję...

Z jedzeniem niestety nie ma jakiś dużych postępów. Młoda je dość chętnie, ale nadal ma problemy z jedzeniem grudek i pokarmów stałych. nie ma mowy o zjedzeniu np ugniecionych ziemniaczków, czyli drugie dania wyglądają mniej więcej tak samo jak zupy, muszę być w postaci półpłynnej. Trochę mnie to zaczyna martwić i zastanawiam się czy nie powinniśmy skonsultować tego z lekarzem, czy ona z tego wyrośnie? Zauważyłam, że ona jak dostaje zupę to w ogóle nie gryzie. Po prostu łyka, a gdy jest jakiś kawałek to się dławi i ma odruch wymiotny. Gdy jej mówię żeby gryzła ząbkami to rusza szczęką ale dopiero jak już połknie to co ma w buzi. Gdy dostanie do ręki ciastko, albo kawałek jabłka to potrafi ugryźć kawałek i pogryźć. Ostatnio polubiła mandarynki, ale żeby zjadła muszę jej obierać każdy kawałek z tej białej skórki i dzielić na 2-3 części, inaczej wypluwa. Jestem bezradna i nie wiem czy czekać cierpliwie, czy iść do lekarza...

wtorek, 16 grudnia 2014

czy warto sprawdzić opiekunkę?

Katar powoli odpuszcza, na szczęście. Dziś już zaliczyliśmy zajęcia na gimnastyce i spacerek. Pogoda jest całkiem ok jak na grudzień, więc trzeba korzystać. Na zajęciach dziś Młoda dawała z siebie wszytsko. Najbardziej lubi turlać się po materacach, włazić do takich materacowych studzienek i siedzieć w nich no i jej ulubione zajęcie - czyli wiszenie na kółkach gimnastycznych. Skubana potrafi tak 20 sekund się utrzymać :) może jakaś kariera gimnastyczna przed nią? Po zajęciach Młoda była taka wykończona, że udało się tylko podać jej zupę, po czym padła w ciągu 2 minut i spała 2 i pół godziny. To chyba jej się nie zdarzyło od pół roku więc aż do niej zaglądałam czy oddycha :)

Od czasu do czasu tak mam, że zastanawiam się kim Młoda będzie, jakim człowiekiem będzie, co będzie robiła w przyszłości. Teraz na tapecie jest zestaw małego lekarza. Cwaniara chodzi i robi "tik tak" czyli osłuchuje wszystkich swoim plastikowym stetoskopem. Uwielbia czytać książeczki, mamy już większość opracowane, muszę wybrać się na jakieś zakupy i powiększyć nasz zbiór. Przy jedzeniu czyta "książkę o dzidziusiach". Jest to broszurka z Bobovity o odżywianiu niemowląt i małych dzieci. Nie wiem czemu ale uwielbia tą książkę i nie ma mowy żeby coś zjadła bez niej. Pokazuje który dzidziuś robi mniam mniam, który całuje mamę, który ma czapkę :) czasem domaga się długopisu i pisze po swojemu w tej książce. Jest już mocno zmaltretowana, poklejona jedzeniem, potargana, brakuje połowy stron. No ale nadal jest ulubiona.

Koleżanka mnie namawia, żebym sprawdziła naszą opiekunkę. Tzn. żebym zostawiła dyktafon lub kamerkę. Z początku mówiłam, że raczej się na to nie zdecyduję, ale teraz to rozważam. Nie to żebym było coś niepokojącego w relacjach mojej Córy z opiekunką, ale w końcu  to moje dziecko. A wydaje mi się, że psychika malucha  w tym wieku jest wyjątkowo wrażliwa i łatwo ją skrzywić. A później trudno naprawić szkody. Więc może warto?

czwartek, 11 grudnia 2014

katarzysko i dobre nowiny

Niestety Młoda znów zakatarzona. Miesiąc spokoju był, ja się wykończę, co można takiemu roczniakowi dać na poprawę odporności? Tym razem nie było żadnego szczepienia, żadnych okoliczności, które mogłyby usprawiedliwiać choróbsko. Ale przy takiej pogodzie jaką mamy, dużo chyba nie trzeba. Więc psikamy do nosa, odciągamy, inhalujemy, nacieramy... i czekamy na radosny koniec infekcji.

Poza tym pracuję, pracuję, są czasem dni, że nie widzę się z Młodą bo wychodzę zanim wstanie a wracam jak już śpi.. Ten czas, który z nią spędzam staram się wykorzystać w 100%. Układamy puzzle (ja układam, ona "pomaga"), przytulamy się, wozimy lale w wózku, rzucamy piłką. Robimy wszystko co nam przyjdzie na myśl. Staram się łapać każdą chwilę, bo teraz wiem jaki cenny jest czas spędzony razem.
Młoda codziennie uczy się nowych słów. Dziś jak przyszłam z pracy to mówię do niej "mój ty bidoku, ale katarzysko Cię męczy", to chodziła i powtarzała za mną "bidoku" tylko po swojemu. Brzmiało to jak "bibuku"  :) a z jaką ważną miną to robiła.
Gdy się Młodą zapyta jak marudzi dzidziuś to zaczyna kwękać na zawołanie. Pokazuje jak płacze lala. Umie pokazać prawie wszystkie części ciała, nawet wie gdzie ma pazurki. Umie naśladować głosy wielu zwierząt, rozpoznaje je w książeczkach. Nawet stawonogi są nam znane: motylki, biedronki, pszczółki.
Młoda interesuje się tym co ma nadrukowane na bluzeczce. Najbardziej lubi bluzkę z kotem, jak ją tylko zobaczy to krzyczy "miał" aż jej nie włożę tej właśnie bluzki :) prawdziwa kobieta z niej, modą zaczyna ją interesować ;)

A dobra nowina jest taka, że moja dobra koleżanka urodziła dziś córeczkę. Mama i maleństwo czują się dobrze, a Młoda zyskała kolejną potencjalną koleżankę do zabawy. Ostatnio odwiedziła nas inna moja koleżanka z 3 miesięczną córką. Moja Młoda była zahcycona. Stała i huśtała dzidziusia w nosidełku pracowicie, aż musiałam pilnować  żeby dzidziusia nie wywaliła na podłogę. Taka była gorliwa :) robiliśmy cacy, nawet buzi dała na do wiedzenia.

W poniedziałek i środę Młoda została z opiekunką. Wrażenia są pozytywne. Widać, że złapały kontakt, Młoda się cieszy jak ją widzi, więc ja też jestem zadowolona. Oczywiście były jakieś małe uwagi, ale to w sumie drobiazgi, poza tym na razie nie zmieniamy opiekunki. W przyszłym tygodniu będę miała trochę luźniej, za to mam dwa nocne dyżury, przez co Młoda zostanie z tatą na noc. Ciekawe jak sobie poradzą :)

piątek, 5 grudnia 2014

Młoda skończyła 15 miesięcy a mama wróciła do pracy :)

No więc stało się, mam za sobą już dwa dni w pracy. Jestem zmęczona, ale zadowolona. Bo chociaż bardzo kocham moją wspaniałą Córeczkę i uwielbiam spędzać z nią czas, to jednak brakowało mi wysiłku intelektualnego i szybkiego tempa. Póki co Mała siedziała z Mężem w te dni, od poniedziałku przsyhcodzi opiekunka. Tata organizował Młodej czas, nawet nie zauważyła, że mnie nie ma. Jak wracam to staram się zorganizować jej czas i poświęcić jej jak najwęcej uwagi. Młoda macha mi przez okno, a później wita mnie w drzwiach. Przytula się i pokazuje wszystkie zabawki. Wszędzie za mną chodzi. To słodkie, że tak szczerze, bezwarunkowo się cieszy i obdarza mnie taką dziecięcą miłością :) Mam ochotę ją zacałować i dopóki się nie zaczyna denerwować to nie wypuszczam jej z objęć, taka jestem stęskniona.
To za czym nie tęskniłam i czego zdecydowanie nie lubie w chodzeniu do pracy to dojazdy do niej. Kraków nie należy do miast po których przyjemnie się jeździ. Samochodem stoi się w korkach, a w autobusach i tramwajach stoi się w tłumie obcych ludzi :/ najczęściej wybieram komunikację miejską i dziś myślałam już, że wyjdę z siebietakim doładowanym autobusem jechałam... no cóż, uroki dużych miast...
Co do Młodej i jej nowych umiejętności to chyba największe postępy ostatnio robimy z mówieniem. Młoda powtarza coraz więcej słów po nas, po swojemu oczywiście np uwaga (gagaga), pampers (pampa), auto (ato) itp. Gdy się przytula to mówi "młamłamła" czyli "moja, moja, moja" :) Jest słodką dziewczynką, radosnym, pogodnym brzdącem. Coraz więcej rozumie, wie którą zabawkę przynieść gdy ją pytam o konkretne rzeczy. Komunikuje dużo swoich potrzeb, gdy jest głodna albo chce jej się pić to mówi "mniammniam" i pokazuje czego chce. Nie da się zapchać byle czym, najlepiej idzie jej jedzenie słodyczy, chociaż nie dostaje ich często ani dużo. Ale kawalątek czekolady albo drożdżówki potrafi ją uszczęśliwić :)
Lubi "czytać" książeczki, pokazuje mi obrazki i chce żebym jej nazywała różne rzeczy. Gdy z kimś rozmawiam to wyłapuje znane sobie słowa i powtarza. Aż strach pomyśleć jak zacznie wszystko opowiadać i powtarzać :) będzie się trzeba pilnować.

Od kilku dni mamy masakrę ze spaniem, Młoda znów się budzi kilka razy w nocy, a już potrafiła ładnie do tej 5 dospać, wypić butlę i spać do 8. Było super. A teraz budzi się koło północy, często zupełnie rozbudzona i musimy brać ją do naszego łóżka żeby znów zasnęła, bo inaczej płacze. Chyba idą jej kolejne trójki, po lewej stronie na górze ma bardzo spuchnięte dziąsło i dziś popłakiwała średnio co 10-15 minut w nocy. Jak dziś też tak będzie to podam jej Ibum bo się przekręcę jak znów będzie taka nocka. A tu nie ma zmiłuj, do pracy trzeba wstać. Dobrze, że chociaż mam wolny weekend. Chociaż wolny jest tylko z nazwy, bo mamy mnóstwo rzeczy i planów do wykonania. Zakupy Mikołajkowe, wizyta u teściów, adaptacja z opiekunką, sprzątanie to tylko kilka z zaplanowanych rzeczy, Coś czuję, że nie odpocznę za bardzo....

Jeszcze kilka faktów o 15 misięcznej Młodej:
-waga nadal ok 10 kg - dokładnej nie znam.
-ubrania w rozmiarze 80/86
-buty zimowe 21 ale myślę, że 20 byłyby na styk też ok,
- pampersy w rozm 4, a na noc 4+
- 13 zębów, wszystkie jedynki, dwójki i czwórki i jedna trójka (lewa dolna),
- chodzi, biega, robi przysiady, nocnikuje, czasem z sukcesem, "pomaga" w obiwiązkach domowych :) kochana dziewczynka!
- niezmiennie jest moim Słoneczkiem, moją radością i kocham ją nad życie :)

środa, 26 listopada 2014

Weekendowe sprawozdanie

Byliśmy w weekend u  moich rodziców, dziadkowie byli zachwyceni że mogli zobaczyć wnuczkę. Zostaliśmy aż do poniedziałku. Moi rodzice w najbliższy weekend jadą do Włoch na tydzień i to była ostatnia okazja, żeby odwiedzić ich na kilka dni przed moim powrotem do pracy. Mój Mąż jak zwykle nie dostał wolnego, więc dopiero w poniedziałek do nas dojechał. Odpoczęłam trochę, bo dziadkowie i wujek skutecznie zajmowali Młodą, nie miała czasu się nudzić, biła kilometry po obszernym domu moich rodziców, tak że wieczorem była nieprzytomna ze zmęczenia. Moi rodzice zakochali się w niej na nowo, bo naprawdę była słodka, rozdawała buziaki, gadała po swojemu :) Wszystko ją ciekawiło, a to zegarek (tik-tak) koło kominka, a to piekarnik (ziiiii), a to konewka, w to klucz w drzwiach. Zdecydowanie wszystkiego trzeba dotknąć :) Było zimno ale zaliczyliśmy kilka niedługich spacerków.

Po tym jak Młoda poszła spać graliśmy w karty, zostałam ograna z kretesem. No ale podobno kto nie ma szczęścia w kartach ten ma w miłości, więc niech i tak będzie :)

W zeszłym tygodniu byliśmy złożyć życzenia urodzinowe koledze Młodej, skończył roczek, Córce tak podobał się prezent który kupiliśmy że aż piszczała z radości gdy go niosłyśmy. A kupiłyśmy wielki trójwymiarowy wiatrak :) drobiazg ale jaka radocha! Kolega był zachwycony. Na drugi dzień nawet na nocniku z nim siedział, taki był zaaferowany. Dziś też byliśmy w odwiedzinach u tego kolegi, bawiliśmy się w jego namiocie, Młoda w końcu się nie bała do niego wchodzić. Wczoraj zaliczyliśmy zajęcia z gimnastyki w końcu, pierwszy raz po chorobie, wszyscy pytali co się z nami działo. Najważniejsze, że Młoda jest zdrowa...

Jutro musimy podjechać do sklepu kupić kilka ubrań Młodej, bo jak wrócę do pracy to nie będzie czasu na jeżdżenie po sklepach a potrzeba nam nowej czapki zimowej, szalika lub komina i rękawiczek. Muszę też dokupić kilka bodziaków, bo jakoś bardzo się powyciągały te co Młoda ma i brzydko wyglądają. No więc czeka nas wizyta w galerii, czyli coś czego nie znoszę, a zakupy z Młodą są dodatkowo bardzo męczące...

Wczoraj zaskoczył nas telefon ze żłobka, że dostaliśmy miejsce. Zdecydowaliśmy się odmówić póki co, do wiosny zdecydowaliśmy, że Młoda będzie siedziała z opiekunką, a później zobaczymy jak to będzie.

Mamy już grafiki na grudzień, nie jest tak źle, jesteśmy w stanie dość dużo się wymieniać, dzięki czemu zaoszczędzimy na opiekunce, no i Młoda jednak dużo czasu będzie spędzać z nami, co też nie jest bez znaczenia. Nawet uda mi się wyskoczyć na parę godzin do pracy dorywczej, zawsze to jakiś grosik wpadnie :) Tak więc powoli powoli szykujemy się do niezłej bieganiny, mam nadzieję, że to wszystko jakoś się sprawdzi i będziemy zadowoleni wszyscy.

czwartek, 20 listopada 2014

kilka pierdół o Młodej

Młoda nam rośnie, fajna jest już, coraz więcej umie, rozumie. Dziś chcę napisać kilka rzeczy, które potrafi, umie, kilka sytuacji, które mi umknęły. Dla pamięci :)

 - Ostatnio odpakowuję czekoladę, Młoda gumowe ucho wyczaiła, że szykuje się pyszna wyżerka, przybiegła do mnie, stoi i krzyczy "mniam, mniam". Chciałam ją oszukać, więc wzięłam kawałek banana i próbuję jej dać do buzi, a ta z oburzeniem woła "nie!" i pokazuje palcem na czekoladę ;) musiałam jej dać kawalątek.

- gdy rano się budzi to słyszę z łóżeczka "pfffff" albo "łołołoł" (piesek) albo "mniaaaam", po czym Młoda wstaje i woła "mama". Biorę ją do naszego łóżka gdzie zaczyna się całowanie. Daje buziaki temu kogo ma koło siebie. Jeśli zdarzy się, że jesteśmy z Mężem obydwoje to całuje nas naprzemiennie, nieważne czy w nos, czy w czoło, czy w ucho, zawsze z głośnym cmoknięciem :) wieczorem gdy się z nią kładę to obejmuje mnie mocno jedną rękę za szyję i mnie całuje. Potrafi tak ze sto razy, ale i tak to uwielbiam!

-wkłada różne dziwne rzeczy na głowę i krzyczy "kapka!" (czyli czapka). Może być tamburyno, plecak, kawałek worka, wiaderko, cokolwiek. A jak dorwie prawdziwą czapkę to zakłada ją i zdejmuje. Także pierwszy sukces w ubieraniu jest, potrafi założyć czapkę :)

-gdy zrobi siku na nocnik to sprawdza organoleptycznie czy aby na pewno jest w nocniku (wkłada rękę :), a później bije sobie brawo. Jak zrobi kupę też boje sobie brawo, nawet jeśli zrobi ją do pampersa :)

-brzydzi się kwiatków, nie chce ich dotykać, tak samo ma z frędzlami. Nieważne czy to w dywanie, czy w firance... mina pełna obrzydzenia mówi sama za siebie. Nie lubi sflaczałych balonów (nadmuchane są ok) i siatkowatych przedmiotów, czy to normalne, że ma takie dziwactwa? :)

-na zakupach siedzi na miejscu dla dzieci w wózku i zaczepia przypadkowych ludzi. Jak tylko ktoś podejdzie za blisko to ciągnie go za rękaw i piszczy ;) -podczas kąpieli wkłada buzię do wody i robi "bulbul", czyli puszcza bańki buzią. Nie raz się przy tym zakrztusi wodą, ale niczego ją to nie uczy, bo zaraz robi znów to samo.

-gdy widzi kwiatki w książce to wącha stronę :)

-gdy mój Mąż się kąpie to stoi przy wannie i mu "pomaga" się myć, daje mu swój szampon dla dzieci, gładzi go po ręce, że niby myju myju, a pisku i radości przy tym tyle że hej. Później zawsze musimy zmieniać bluzkę, bo jest cała mokra. Ostatnio próbowała Męża za przyrodzenie złapać taka była ciekawa co to takiego, na szczęście umknął i teraz się pilnuje :)

Tyle mi się przypomniało tak na szybko, muszę zapisywać takie rzeczy, bo szybko się zapomina o takich drobnostkach, a kiedyś miło będzie je odgrzebać :) U nas czas leci teraz zdecydowanie zbyt szybko, widmo powrotu do pracy coraz bardziej wisi mi nad głową. Opiekunkę "testuje" teraz moja koleżanka, która powierzyła jej na kilka godzin w listopadzie swojego synka, jak na razie jest zadowolona, więc liczę na to, że będziemy mieć szczęście. Najbardziej mnie cieszy, że Młoda jest zdrowa, rozważam powrót na zajęcia na basenie od nowego roku, ale zobaczymy jak się to wszystko zgra z pracą.

Wczoraj mieliśmy dzień odwiedzin. Rano odwiedził nas kolega Męża. Dość intensywnie zaczepiał Młodą, myślałam, że będzie się go bała bo jest bardzo zarośnięty na twarzy ale nie miała nic przeciwko. Pokochała wujka za to, że świetnie udawał kaczora Donalda. Uciecha była niesamowita. Później zebrałyśmy się kupić w końcu kurtkę zimową, bo Młoda tylko przejściówkę miała. Pojechałyśmy do Smyka, ale wg mnie ich "zimowe" kurtki były niewiele cieplejsze niż nasza przejściówka. Koniec końców trafiłyśmy do fajnego sklepu TAPE À L'ŒIL - pierwszy raz tam byłam, jeszcze trafiłam na między-sezonową wyprzedaż, więc udało mi się w fajnej cenie kupić kurtkę i kilka innych ubrań dla Młodej. Po zakupach pojechałyśmy na szybką herbatkę do koleżanki, która za 3 tygodnia ma termin porodu. Jej mała córa rozpychała się w brzuchu, aż miło było popatrzeć i powspominać jak to było z Młodą w ciąży. Gdy wróciłyśmy do domu odwiedził nas mój brat. Siedział i bawił się z Małą, a ja mogłam sobie ogarnąć cokolwiek w mieszkaniu, poodkurzać, umyć podłogi, ugotować zupy na dziś. Wieczorem byłam wykończona. I niech ktoś mi powie, że siedzenie z dzieckiem w domu to relaks :)